Bycie rodzicem nigdy nie było łatwe i każde pokolenie zaliczyło swoje trudności, ale mam wrażenie, że my - współcześni rodzice - mamy wyjątkowo ciekawie i użyję nieśmiało określenia, że nawet ...”przerąbane”.
Żyjemy w czasach, w których coraz więcej wiemy o psychologii dziecka, neurobiologii rozwoju, o tym, jak istotne są emocje, ale jednocześnie dźwigamy bagaż wychowania, które skupiało się raczej na tłumieniu emocji niż ich rozpoznawaniu.
Dzieci i ryby głosu nie mają... Ale nasze dzieci już tak...
Dorastaliśmy w świecie, w którym posłuszeństwo było cnotą, a głos dziecka często uznawany za niezbyt istotny. „Nie pyskuj”, „masz mnie słuchać”, „dzieci i ryby głosu nie mają” - takie komunikaty były codziennością. Nikt nas nie pytał, co czujemy, nikt nie próbował uczyć co z tymi emocjami zrobić... świat dzieci i rodziców był oddzielony mocną kreską.
I to wcale nie jest zarzut- tak po prostu w większości domów było. Oczywiście, wiem, że nie wszędzie, ale opisuję raczej trend w wychowaniu niż wszystkie polskie rodziny - tak było, bo był inny świat, myślenie, nawyki i tak dalej.
Dzieci w PRL-u/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Dziś, jako dorośli, sami uczymy się słuchać siebie, ufać swoim emocjom i jednocześnie próbujemy nauczyć tego nasze dzieci. Chcemy, by były słyszane, rozumiane i akceptowane , ale w tym wszystkim często zapominamy o sobie.
Co więcej, czasami wpadają nam w głowy stare schematy, bo przecież pewne reakcje mamy wyryte w mózgu. Gdy dziecko tupie nogą i krzyczy „nie!”, pierwsza myśl może brzmieć: „nie będzie mi tu pyszczyć”, choć równocześnie wiemy, że ono po prostu wyraża emocje i potrzebuje naszego wsparcia.
I tu pojawia się wewnętrzny konflikt: „czy to, co robię, jest wystarczająco dobre?”. A za nim – wyrzuty sumienia.
W ogóle wyrzuty sumienia to taka nasza codzienna porcja rodzicielskiej frustracji podana w łatwo rozpuszczających się kapsułkach...
Chcemy być lepsi dla naszych dzieci. Wiedza o tym, jak funkcjonuje dziecięcy mózg, jak rozwijają się emocje, jak ważne są bezpieczne więzi - to wszystko jest nam coraz bliższe i mnie to bardzo cieszy. Ale to też sprawia, że możemy pod presją wiedzy stać się wobec siebie znacznie bardziej surowi.
Każdy błąd, każde podniesienie głosu, każdy moment, w którym zmęczenie bierze górę - to powody, dla których się obwiniamy. Wiemy, że dzieci potrzebują regulacji emocji, więc gdy reagujemy impulsywnie, zamiast puścić to i iść dalej, analizujemy, katujemy się myślami: „Mogłam lepiej, powinnam była inaczej”.
Ironicznie, właśnie przez tę surowość wobec siebie często lądujemy w miejscu, którego tak bardzo chcieliśmy uniknąć. Bo im bardziej się obwiniamy, tym większy stres. Im większy stres, tym mniej zasobów, by reagować spokojnie. A gdy mamy mniej zasobów… zgadnij, co się dzieje? Częściej krzyczymy, częściej karzemy, częściej wpadamy w schematy.
Jest jeszcze coś. Jesteśmy bardziej świadomi, ale i bardziej "zagonieni". W pośpiechu, w stresie, w natłoku obowiązków próbujemy „robić to dobrze”. Czuwamy nad ekranami, dbamy o zdrową dietę, zapewniamy edukacyjne zabawki, przemyślane książki, uczymy radzenia sobie z emocjami. Ale czasem jesteśmy tak zmęczeni, że brakuje nam sił na stawianie granic.
Chcemy wychowywać dzieci z szacunkiem, ale zmęczenie i niepewność czasem prowadzą nas na manowce. Bo tak bardzo nie chcemy być tymi surowymi, autorytarnymi rodzicami z przeszłości, tak bardzo nie chcemy żeby czuły ten sam żal i stratę, co my, że w tej obawie i potrzebie ochrony… nie stawiamy jasnych zasad, a czasami nawet żadnych...
Boimy się, że narzucanie reguł odbierze im poczucie wolności, że sprawimy im przykrość. A przecież granice są dzieciom potrzebne, bo dają im bezpieczeństwo i uczą życia wśród ludzi, czego nie unikną!
W efekcie, w niektórych domach powoli rozmywa się równowaga. To dzieci zaczynają dyktować warunki, a my rodzice, próbując unikać błędów poprzednich pokoleń, czasem zapominamy, że nasza rola to też prowadzenie, nie tylko podążanie.
To, że mamy przerąbane, nie znaczy, że robimy to źle.
Nie mówię, że tak jest u wszystkich - jestem od tego daleka. Każde pokolenie ma swoje tematy i absolutnie nie chodzi mi o porównywanie, kto ma gorzej. Raczej o to, żeby powiedzieć głośno, że rodzicielstwo nie jest i nigdy nie było łatwe, a w dzisiejszych czasach poprzeczka ustawiona jest na zupełnie innych kołkach...
Uzależniająca elektronika, social media, ciągłe zagrożenia, których nie było kiedyś - to wszystko nie ułatwia nam zadania. Poziom oczekiwań wobec rodziców (także tych, które stawiamy sobie sami) nigdy nie był tak wysoki.
Czy to znaczy, że sobie nie radzimy? Nie. To znaczy, że radzimy sobie najlepiej ja umiemy w tych konkretnym czasach.
Czasach, w których wiedza o dzieciach i emocjach jest dostępna jak nigdy wcześniej, ale jednocześnie… obciąża nas jak nigdy wcześniej.
Widzę to szczególnie po ilości wypalonych rodziców, których spotykam w moim gabinecie i na warsztatach. Widzę ludzi, którzy próbują najlepiej, jak potrafią, ale którzy też są zmęczeni, przytłoczeni i w wiecznym poczuciu, że „mogliby więcej”. Ich mózgi są przebodźcowane na całej linii...
To, co robimy, to ogromna zmiana pokoleniowa. Próbujemy wychować dzieci inaczej - bardziej świadomie, z większą przestrzenią na emocje. Tylko, że nie mamy wzorców, nie mamy gotowych ścieżek, musimy je tworzyć sami i to jest wyczerpujące.
I sama to czuję. Jestem rodzicem i psychologiem - doświadczam tego na własnej skórze (szczególnie przy buncie 5-ciolatka ;) ).
Zarządzam nią najlepiej, jak potrafię, staram się znaleźć złoty środek między świadomym wychowaniem, a byciem po prostu człowiekiem, który popełnia błędy i to jest normalne.
Staram się być wystarczająco dobrą mamą i taką jestem, nieidealną bo takich nie ma, ale dobrą i fajną - i myślę, że naprawdę warto - bez dowalania sobie, bez dręczenia się - robić ten wyjątkowy zwrot w wychowaniu.
Ja go robię świadomie żeby móc z pełnym miłości wzruszeniem w oczach obserwować jak moje dzieci (z różnicą 5 lat) potrafią się ze sobą bawić, kłócić i godzić, rozumieć swoje emocje, a potem wieczorem razem czytać bajki bez jakiegokolwiek nawet sugerowania - całkowicie z własnej woli i chęci :)
Julia Reguła-Bruzda (Jeremi i Hugo 03.03.2025)
Wiem, rozpisałam się i w sumie nie wiem, czy ktoś do tego momentu dotrwał :)
Ale i tak nie mogę się jeszcze powstrzymać przed pytaniem: jak Wy czujecie współczesne rodzicielstwo? Jak to jest dla Was? Jest łatwiej, trudniej, czy po prostu… inaczej?
Uściski
Julia Reguła-Bruzda
+48 692003208
julia@haramonyhi.com
Kraków, Polska
Website made in WebWave builder.